Inne

Tegoroczne dożynki miasta Katowice odbyły się na stadionie klubu sportowego Podlesianka, a jeśli dożynki, to nie mogło obyć się bez części artystycznej. Uroczystość uświetniły więc m. in. występy: zespołu regionalnego „Podlesianki”, góralskiej kapeli, czy zespołu „Hit Boyz”.

Na płycie stadionu zlokalizowano wystawę drobnego inwentarza, stoiska Związku Pszczelarzy,  a także MDK (prezentujące: ceramikę, rękodzieło, publikacje itp.).

Co ciekawe, na płocie stadionu (od ulicy Sołtysiej) w pobliżu głównego wejścia usytuowano artystyczną wystawę obrazów Jana Mazura (zorganizowaną w porozumieniu z MDK „Południe”).

Oczywiście, byliśmy na miejscu, dokładnie przyjrzeliśmy się eksponowanym pracom i musimy stwierdzić, że wystawa na płocie, to znakomity pomysł, a wystawiane dzieła warto było zobaczyć.

 Wrzuciłem wam na zachętę zdjęcie jednego z japońskich ogrodów zen (wybrane z darmowych fotografii prezentowanych w necie) i od razu informuję, że nie jest to kolejny tekst o śniętych rybach, dlatego możecie spokojnie dalej czytać.

Kiedy parę lat temu przeczytałem w prasie, że w Katowicach, na hałdzie górniczej powstanie ogród zen, to było jak sen: nieco szalony i raczej nierealny, ale zadziałała jakaś dziwna magia i ogród rzeczywiście powstał.

We wrześniu 2018 r. wyborcza.pl pisała o tym tak:

„W czwartek pracowali w pełnym słońcu, w piątek w deszczu, a w sobotę po południu wszystko było już gotowe. Oficjalnie otwarto ogród zen na hałdzie w Kostuchnie. To projekt artystki Kamili Szejnoch, zrealizowany w ramach festiwalu Katowice Street Art AiR... Otwarcie poprzedziła sesja medytacji prowadzona przez mnicha Shitsu O. Od teraz ogrodem mogą się cieszyć wszyscy.”

Jeśli ktoś miałby ochotę zobaczyć, jak wyglądał ten ogród, to bez trudu znajdzie w necie dziesiątki stosownych zdjęć.

Pomyślałem wtedy (nieco ironicznie), że jeśli odbyła się tam medytacja jakiegoś ważnego mnicha, to sam projekt musi odnieść sukces i w takim razie ogród powinien trwać wiecznie, ale z drugiej strony... no właśnie. Przeczytałem też, że Kamila Szejnoch, to znana artystka z Warszawy i zaraz opanowało mnie zwątpienie, bo co ktoś taki może wiedzieć o górniczych hałdach?

Z ciekawości i by nikt nie zarzucił mi, że nie doceniam społecznych inicjatyw w mieście, niezwłocznie wybrałem się do nowo powstałego ogrodu na hałdzie. Oczywiście,  niezwłocznie - to nie znaczy, że natychmiast. Odczekałem ze dwa, może trzy tygodnie (aż przewalą się tłumy zwiedzających), bo generalnie nie znoszę tłoku, a przypuszczałem, że wielu ludzi zechce zobaczyć takie cudo .

 Zwyczajny człowiek stykając się ze sztuką współczesną najczęściej wydaje się zagubiony. Głównie dlatego, iż obcując z takim „wybitnym dziełem sztuki” nie potrafi zrozumieć jego wielkości, czy wyjątkowości. Myślę jednak, że jest to całkiem naturalna reakcja, bo jak zrozumieć dzieło, jeśli nie potrafi się nawiązać z nim relacji na żadnej płaszczyźnie pojmowania? Czy można typowego człowieka z ulicy oswoić ze sztuką współczesną, jeśli brak mu podstawowych informacji o jej znaczeniu, materii tworzenia, czy okolicznościach powstania samych dzieł?

A gdyby taki zwyczajny człowiek miał okazję porozmawiać o sztuce z jakimś specjalistą z branży?

Spróbuję więc przybliżyć wam parę „unikalnych dzieł”, których zakup przez muzea naprawdę ciężko człowiekowi zrozumieć. Mam nadzieję, że po lekturze niniejszego rozdziału będzie wam łatwiej... a jeśli się nie uda, to trudno. By uniknąć suchego, naukowego przekazu - postawiłem na hipotetyczny dialog typowego człowieka z ulicy (ale jednocześnie amatora sztuki) z doskonale zorientowanym w temacie ekspertem.

Od razu wyjaśniam, że w tytule nie ma żadnej pomyłki. Kto interesuje się Katowicami, tego nie trzeba przekonywać, że w Katowicach (ostatnimi czasy) wiele się dzieje... ciekawego, czy wręcz zaskakującego – słowem magicznego.

Przez wiele lat po wyjściu z dworca kolejowego (na stronę północną) po prawej stronie można było zobaczyć szarą ścianę budynku Urzędu Miejskiego. Po wielu latach tej szarzyzny na budynku pojawiło się coś magicznego i jego ściana prezentowała się mniej więcej tak:

Nie wiem, jak innym, ale mnie się ten artystyczny mural spodobał. Czekając na pociąg (zamiast na peronie) stałem czasem przed dworcem i patrzyłem sobie na wymalowany na ścianie obraz.

Katowice stały się (przynajmniej dla mnie) jakby bardziej bliskie, przyjazne, a i ewentualne spóźnienie pociągu mniej człowieka drażniło.

Właśnie tak wyobrażam sobie serce Orkiestry Świątecznej Pomocy. Serce, które powinno symbolizować miłość i łączyć ludzi w akcji czynienia dobra.

 

Ostatnio media podały informację, że na aukcji WOŚP-u pojawiło się serce, a właściwie rysunek serca z ośmioma gwiazdkami... podobny do zaprezentowanego powyżej, tylko wykonany bardzo niestarannie, rzekłbym nawet, że niechlujnie i bez liter wskazujących czyje jest to licytowane serce. Kto nie wierzy, bez trudu znajdzie sobie w sieci zdjęcie przywołanego rysunku.

Nie wiem czemu, ale niektórym, tzw. artystom chyba się wydaje, że jeśli wrzucą cokolwiek na aukcję Orkiestry Owsiaka, to ktoś to na pewno kupi, a sam ofiarodawca takiego chłamu zyska (niewielkim kosztem) rozgłos i sławę.

Jak podają media, w opisie do licytacji napisano (cytat za wpolityce.pl):

„Przedmiotem aukcji jest rysunek który dzieli Polaków”.

 

Przyznam się, że trudno jest mi coś takiego zrozumieć. Orkiestra Owsiaka licytuje rysunek, który „dzieli Polaków”? Jak prawdziwe dobro (a przecież chyba w całej tej charytatywnej akcji chodzi wyłącznie o dobro) może dzielić ludzi?