Inne

 Zwyczajny człowiek stykając się ze sztuką współczesną najczęściej wydaje się zagubiony. Głównie dlatego, iż obcując z takim „wybitnym dziełem sztuki” nie potrafi zrozumieć jego wielkości, czy wyjątkowości. Myślę jednak, że jest to całkiem naturalna reakcja, bo jak zrozumieć dzieło, jeśli nie potrafi się nawiązać z nim relacji na żadnej płaszczyźnie pojmowania? Czy można typowego człowieka z ulicy oswoić ze sztuką współczesną, jeśli brak mu podstawowych informacji o jej znaczeniu, materii tworzenia, czy okolicznościach powstania samych dzieł?

A gdyby taki zwyczajny człowiek miał okazję porozmawiać o sztuce z jakimś specjalistą z branży?

Spróbuję więc przybliżyć wam parę „unikalnych dzieł”, których zakup przez muzea naprawdę ciężko człowiekowi zrozumieć. Mam nadzieję, że po lekturze niniejszego rozdziału będzie wam łatwiej... a jeśli się nie uda, to trudno. By uniknąć suchego, naukowego przekazu - postawiłem na hipotetyczny dialog typowego człowieka z ulicy (ale jednocześnie amatora sztuki) z doskonale zorientowanym w temacie ekspertem.

Właśnie tak wyobrażam sobie serce Orkiestry Świątecznej Pomocy. Serce, które powinno symbolizować miłość i łączyć ludzi w akcji czynienia dobra.

 

Ostatnio media podały informację, że na aukcji WOŚP-u pojawiło się serce, a właściwie rysunek serca z ośmioma gwiazdkami... podobny do zaprezentowanego powyżej, tylko wykonany bardzo niestarannie, rzekłbym nawet, że niechlujnie i bez liter wskazujących czyje jest to licytowane serce. Kto nie wierzy, bez trudu znajdzie sobie w sieci zdjęcie przywołanego rysunku.

Nie wiem czemu, ale niektórym, tzw. artystom chyba się wydaje, że jeśli wrzucą cokolwiek na aukcję Orkiestry Owsiaka, to ktoś to na pewno kupi, a sam ofiarodawca takiego chłamu zyska (niewielkim kosztem) rozgłos i sławę.

Jak podają media, w opisie do licytacji napisano (cytat za wpolityce.pl):

„Przedmiotem aukcji jest rysunek który dzieli Polaków”.

 

Przyznam się, że trudno jest mi coś takiego zrozumieć. Orkiestra Owsiaka licytuje rysunek, który „dzieli Polaków”? Jak prawdziwe dobro (a przecież chyba w całej tej charytatywnej akcji chodzi wyłącznie o dobro) może dzielić ludzi?

 Polityka ma niszczący wpływ na psychikę, jeśli się ją posiada. Ja posiadam, co może potwierdzić nasz partyjny psychoanalityk i jednocześnie były minister w najlepszym naszym rządzie pracujący kiedyś (z dużymi sukcesami) nad redukcją wojska i uzbrojenia armii. Niestety wróg się przegrupował i podstępnie pozbawił nas władzy, a szkoda, bo pewnie teraz byłbym już co najmniej ministrem i może aktualnie (w ramach hobby) dostosowywałbym sobie meble w saloniku do nowych potrzeb.

Nieważne, jak odsuniemy PiS od władzy, to wróci normalność i człowiek dostanie wreszcie to na co sobie zasłużył... a w razie czego zawsze można poprowadzić jakiś klub sportowy, albo się zaangażować w działalność jakiejś fundacji.

Na razie nie ma co gdybać, co ma wisieć, nie ucieknie, a ja na wszelki wypadek trzymam swoją buławę w szufladzie biurka. Zresztą sam szef szefów powiedział mi kiedyś (oczywiście, in flagranti), że jestem nietuzinkowy i jeszcze daleko zajdę, tylko muszę (bez zadawania zbędnych pytań) wykonywać jego polecenia. Dorzucił jeszcze w nawiasie, że (liczy na mnie, bo czuje we mnie wielki potencjał).

Ja też poczułem, że coś musiało między nami zaiskrzyć i że jeszcze wypłynę na szerokie tory.

 Postanowiłem sobie, że dzisiaj nie będę pisał o polityce, bo ta stała się ostatnio zbyt chamska, brzydka i toksyczna, czyli generalnie dołująca. Powiedzieć o niej, że jest jak jakiś koszmarny sen, albo szalony matrix, to jakby nic nie powiedzieć, dlatego dzisiaj będzie o czymś, co (mam nadzieję) choć na chwilę oderwie myśli od tego całego politycznego szamba.

Podobno nic tak nie poprawia samopoczucia, jak oddanie się urokom przyrody, dlatego proponuje wam kilka zdjęć wykonanych w urokliwym parku „Gródek”, zlokalizowanym w Jaworznie (woj. śląskie). Co ciekawe, jeszcze nie tak dawno spora część tego nowo utworzonego parku była zwykłym wysypiskiem odpadów komunalnych. Teraz nazywa się go Polską Chorwacją, czy Polskimi Malediwami.

Witam was wszystkie swojskie baby na naszym cyklicznym, spotkaniu. Przypomnijcie mi, kiedy widziałyśmy się ostatni raz... równo miesiąc temu? To niesamowite, ale w takim razie mamy dzisiaj spotkanie miesiączkowe... na dodatek w reżimie pisowskim, to znaczy sanitarnym.

Słuchajcie... ile nas jest? Cztery, pięć? OK, to nic nam nie zrobią... Ale, gdzie macie maseczki?

Moje drogie babki – to co macie pod nosami, to nie są maseczki...

Nie polonizuj ze mną, bo nie ruszymy z miejsca.... To ma być maseczka ochronna?... - No to pokaż, gdzie masz czerwoną błyskawicę, która odpędza wirusy? No widzisz... Na szczęście pomyślałam o was i przyniosłam wam te najnowocześniejsze ... o proszę. Teraz rozważne i eleganckie kobiety noszą tylko takie maseczki.